Zazwyczaj napisanie wpisu blogowego (w zależności od tego, jaki jest długi) nie zabiera mi więcej niż około godzinę. Tym razem przez sześćdziesiąt minut robiłam same notatki do tego wpisu. Przejrzałam plannery, media społecznościowe, kalendarze, notatki z sesji coachingowych… Oj, zebrało się tego mnóstwo! Zapraszam Cię na podsumowanie roku 2019 w Pretty Well Done.

Dokładnie rok temu napisałam takie słowa: Podsumowania to sentymentalne bzdury. Człowiek pławi się w tym, co zrobił, albo – odwrotnie – dołuje się tym, czego jeszcze nie udało mu się osiągnąć. Patrzysz wstecz i analizujesz. To dobrze, to źle, to mogło być lepiej, to do poprawki. Myślę jednak, że podsumowania tak naprawdę nie mają służyć jakiemukolwiek porównywaniu się z innymi (co bardzo często czynimy), lecz uświadomieniu samemu sobie, jak wiele osiągnęliśmy przez ten czas.

Gdybyś zapytała mnie o rok 2019, podsumowałabym go w kilku punktach:

Tym samym umknęłyby mi wszystkie te drobne rzeczy, które doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem obecnie. Dlatego podsumowanie roku zaczęłam od przejrzenia jednego kalendarza papierowego, jednego elektronicznego, trzech plannerów, zeszytu z sesji coachingowych, zeszytu ze spotkań mastermindowych oraz notatek do live’ów i podcastów. Już samo to pokazało mi, jak wiele w tym roku się działo. Ale od początku…

Rok strategicznych decyzji, świetnych współprac, wielu lekcji…

W 2019 rok wchodziłam pełna nadziei i wiary w to, że nie ma rzeczy niemożliwych. Kiedy niemal trzy lata temu postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i po raz kolejny zmierzyć się z prowadzeniem własnej działalności, miałam tysiące obaw. I to wcale nie jest tak, że one w jakiś magiczny sposób zniknęły, o nie. Nauczyłam się jednak z nimi radzić. Jedną z podstawowych zasad, które wdrożyłam w tym roku to ta, że:

Jeśli nie masz na coś wpływu, to nie rwij włosów z głowy. Wszystko się ułoży.

I rzeczywiście tak jest, wszystko się układa, a raczej to ja układam wszystko. Po kolei.

Rok 2019 rozpoczynałam z kilkunastoma podpisanymi umowami, rozpoczętą rekrutacją na stanowisko mojej prawej ręki oraz milionami pomysłów na to, kim chcę, a kim nie chcę być.

Styczeń 2019 – pierwszy krok do intensywnego rozwoju

Już w listopadzie 2018 roku ogłosiłam rekrutację na stanowisko asystentki do mojego zespołu. Nie przypuszczałam tylko, że zgłosi się nie jedna czy pięć osób, ale setki. Serio moja skrzynka mailowa zalana została dziesiątkami maili, CV, wiadomości – trochę mnie to wtedy przerosło, przyznaję.

Cały grudzień (oprócz wydania pierwszej książki Rzuciłam pracę i co dalej) poświęciłam tej rekrutacji. Segregowałam CV, czytałam maile, robiłam notatki, a w głowie rodził mi się plan na nową książkę.

Na początku stycznia podpisałam umowy z pięcioma osobami na okres próbny i podjęłam decyzję, że z każdą z nich chcę popracować przez miesiąc i zobaczyć, jak nam się współpraca będzie układać. Nie był to może klasyczny model rekrutacyjny, ale u mnie sprawdził się doskonale. Dziś wiem, jakich cech szukam w mojej idealnej prawej ręce i jakimi umiejętnościami powinny wykazywać się dziewczyny z zespołu. Do ostatecznej współpracy w marcu wybrałam dwie osoby, które nota bene są ze mną do dziś. Po drodze niestety musiałam odrobić kilka ważnych lekcji i nauczyć sobie radzić w trudnych i nieznanych mi do tej pory sytuacjach (odmawianie współpracy czy rezygnacja ze współpracy, łącznie z podaniem przyczyny i feedbackiem).

Styczeń przyniósł też wyzwanie – jedną z najbardziej wymagających współprac, jakie do tej pory miałam okazję nawiązać. Współpracę, która nie tylko nauczyła mnie mnóstwo, jeśli chodzi o kompetencje, ale przede wszystkim nauczyła mnie wiele o sobie samej. Po raz kolejny przekonałam się, że chcę budować firmę na własnych warunkach,  a nie tylko być pracownikiem we własnym biznesie. A już na pewno nie chcę być pracownikiem całkowicie podporządkowanym komuś. Chcę budować relacje partnerskie z klientami (i to nie tylko na poziomie mówienia sobie „na ty”).

No i at last but not least w styczniu też podjęłam decyzję o tym, że będę nagrywać podcast. A w zasadzie dwa podcasty. Serię dla freelancerów i wirtualnych asystentek Co we freelansie piszczy oraz serię dla przedsiębiorców Jak dobrze zacząć (współpracę z Wirtualną Asystentką). Po trzech miesiącach przyjrzałam się statystykom i postawiłam na rozwój serii dla freelancerów. Seria dla przedsiębiorców miała zdecydowanie mniej odsłuchań (kilka razy mniej) i na tamten moment zdecydowałam się nie inwestować w nią więcej czasu, ale to wcale nie oznacza, że nigdy do niej nie wrócę.

Jednocześnie pracując intensywnie nad swoim rozwojem w sesjach coachingowych z Agatą Limanówką i kończąc #DigitalGirls Academy Kaśki Żbikowskiej nauczyłam się, że mam prawo zarówno wybierać, jak i rezygnować, odpuszczać, parkować niektóre pomysły. I tak też zaparkowałam podcast Jak dobrze zacząć. Trochę się może zakurzył, ale nie odszedł jeszcze do lamusa. Obiecuję.

Luty 2019 – nauka delegowania od podstaw

Mogę śmiało powiedzieć, że ten rok zaczęłam od nauki delegowania. Z początkiem stycznia po raz pierwszy od ośmiu lat oddałam prowadzenie swojej księgowości profesjonalistce. Oj to było dla mnie prawdziwe wyzwanie, ponieważ przekonanie, że nikt tak dobrze nie zna moich finansów jak ja sama tkwiło we mnie od lat. Jakże błędnie. Pokazały mi to zarówno wizyty w Urzędzie Skarbowym (zawsze coś naknociłam w tych formularzach), jak i niechęć do cyferek, która pozostała mi jeszcze z czasów szkolnych. Oddelegowanie całości księgowej przyniosło ogromną ulgę, a ja poczułam, że jestem gotowa na więcej.

I tak też zaczęłam delegować również inne zadania. Okresy próbne kandydatek na członkinie mojego zespołu trwały w najlepsze, a ja uczyłam się delegować, zarządzać i wdrażać w życie wszystko to, co poznałam wcześniej w teorii. No i przede wszystkim uczyłam siebie, że nie muszę wszystkiego robić sama. To zmora początkujących przedsiębiorców – bardzo trudno jest zacząć delegować i uwierzyć, że ktoś zrobi coś równie dobrze, jak Ty sama. Pisałam o tym zresztą bardzo obszernie w drugiej książce.

Skoro delegowanie szło mi chyba coraz lepiej, postanowiłam w końcu zrobić to, na co ochotę miałam od dłuższego czasu, a na co nigdy nie starczało mi odwagi – można to nazwać wychodzeniem ze strefy komfortu lub parciem na szkło. 😉 Jak zwał tak zwał, prawdą jednak jest, że poza podcastami zaczęłam nagrywać live’y. Pierwszy miał premierę jeszcze w 2018 roku i kosztował mnie masę nerwów. Od tego czasu raz w tygodniu na grupie Blaski i Cienie Wirtualnej Asysty na Facebooku pojawił się cykl W samo południe, czyli seria co piątkowych live’ów dla wirtualnych asystentek i nie tylko. Cykl stale się rozwija i wierzę, że dzięki niemu niejedna dziewczyna nabierze odwagi do działania.

Wraz z tym cyklem i wydaną pierwszą książką zakiełkował mi w głowie nowy pomysł, który od razu wprowadziłam w życie. I tak oto właśnie w lutym powstał Program Mentoringowy dla początkujących i aktywnie działających Wirtualnych Asystentek, a ja zaczęłam pilotażową pracę z Agnieszką, która dziś aktywnie działa jako Wing Person.

Marzec 2019 – jak niewinny estragon dolał oliwy do ognia

Oj, marzec to zdecydowanie był dla mnie miesiąc, w którym „zaklikało”. Znasz to uczucie, kiedy nagle wszystkie puzzle wskakują na swoje miejsce i już rozumiesz, dlaczego do tej pory wszystko układało się tak, a nie inaczej? Tak właśnie u mnie powskakiwało w marcu. Kiedy w 2018 roku dołączałam do teamu Kaśki Żbikowskiej jako jej prawa ręka, a potem do Akademii #DigitalGirls nie miałam bladego pojęcia, że jest to początek nowej, fantastycznej przygody i relacji, które zostaną ze mną na bardzo długo.

To właśnie w Akademii poznałam nie tylko Kaśkę (no dobra, ją znałam wcześniej), ale też Dorotę Puchlew-Grzelak, Kingę Fromlewicz, Gosię Żebrowską i Anię Bezdziecką, czyli wspaniały #teamestragon. Moje cudowne „wspólniczki w onlinowej zbrodni”, partnerki w działaniu i powierniczki niejednego sekretu. Ja, która nigdy nie wierzyłam w babskie przyjaźnie, powoli zaczynam się przekonywać, że jednak warto czasem uwierzyć w jednorożce. A fakt, że z Anią chodziłyśmy do jednego liceum i to w jednym czasie, a poznałyśmy się dopiero w tym roku, przekonuje mnie po raz kolejny, że ten świat jest nie tylko mały, ale jeszcze bardziej pokręcony niż nam się wydaje.

To właśnie w marcu miał miejsce nasz wyjazd na Hel, który z początkowego relaksującego babskiego wypadu przerodził się w kilkudniowy mastermind. Długie nocne Polaków rozmowy przyniosły wiele dobrego i pootwierały niejedne drzwi. Jestem niesamowicie wdzięczna sobie samej, że nie zatrzasnęłam ich sobie wtedy ze strachu przed nosem.

Wtedy też podjęłam decyzję o kolejnych strategicznych zmianach w Pretty Well Done. Wiedziałam już, kogo biorę do swojego zespołu. Przyszedł czas na realizację kolejnego projektu, czyli Spółki. Jednocześnie oczywiście bardzo intensywnie pracowałam dla moich klientów oraz rozwijałam własne kanały w mediach społecznościowych. Podcast miał się coraz lepiej, postanowiłam więc rozhulać Instagram  – po raz kolejny objawiło się moje parcie na szkło. 😛 Pokochałam Instastories, które z radością nagrywam do dziś.

Kwiecień 2019 – czas na ugruntowanie pomysłów

Kiedy patrzę w kwietniowy kalendarz, wydawać by się mogło, że niewiele się w nim działo z własnych projektów (za to mnóstwo z projektami klientów). To jednak nie do końca jest tak. Kwiecień był miesiącem stabilizacji, pracy nad mindsetem, własnymi kompetencjami i umiejętnościami. Intensywnie rozwijałam grupę, nagrywałam kolejne podcasty, prowadziłam live’y. Zmagałam się niestety również z kilkoma trudnymi sytuacjami w działaniach z klientami – podjęłam w tym zakresie kilka decyzji, które w życie weszły dopiero parę miesięcy później. Musiałam dojrzeć.

A kiedy już nabrałam dystansu, ruszyłam z pomysłem, który kiełkował w mej głowie już jakiś czas.

Maj 2019 – Od maja dość opier^&*&^ 😉

Maj rozpoczęłam od rozpisania schematu drugiej książki oraz zaplanowania wyjazdu (przed)wakacyjnego. A w zasadzie oddelegowania tego na męża. Bilety na Teneryfę kupiliśmy już w styczniu, cały maj więc intensywnie pracowałam nad tym, by klienci nie odczuli mojego braku. Wydatnie pomógł mi w tym zespół i intensywnie rozwijane kompetencja „deleguj, by zyskać”.

Stopniowo zlecałam dziewczynom coraz więcej, choć niestety nie przychodziło mi to łatwo. Wciąż zdarzało mi się przejmować na siebie zadania, zamiast od razu oddać je komuś innemu. Problemy, z którymi w „Don’t stop me now” (zmaga się Katarzyna, są po części z życia wzięte). Oj, nie miały ze mną łatwo.

Samo rozpisanie schematu książki nie sprawiło jednak, że pisała mi się ona lekko łatwo i przyjemnie. Początkowo DSMN miała być książką dla Wirtualnych Asystentek, które chcą zatrudniać wsparcie i skalować swoją działalność. Coś mi jednak cały czas nie grało, a pisanie szło, jak po grudzie. Do czasu, gdy zrozumiałam, że źle określiłam grupę docelową dla tej książki. To nie WA miały być moim targetem, ale wszyscy mali i nieco więksi przedsiębiorcy, pragnący zacząć budować zdalny zespół, zatrudnić prawą rękę, delegować i skalować swoją działalność. W momencie kiedy to sobie uświadomiłam, prace nad książką ruszyły w tempie z jakim bolid Formuły 1 porusza się po torze wyścigowym, a ja czułam radość, jakbym nie tylko startowała z Pole Position, ale też przekraczała metę jako pierwsza. Dialogi pisały się same, życie podsuwało nowe casy i tak oto trzy miesiące później książka była napisana. A potem zaczęła się gehenna…

Czerwiec 2019 – Fokus Jor Majnd na Cel

Z Teneryfy wróciłam z mocnym postanowieniem kolejnych zmian w Pretty Well Done (mam wrażenie, że całe „to prowadzenie biznesu” wciąż opiera się na testowaniu nowych rzeczy, przesuwaniu granic, poszukiwaniu). Druga połowa roku miała być tą przełomową. Intensywnie zaczęłam pracować nad tym podczas sesji Boost Your Business z Agatą oraz cyklicznych mastermindów. Jeśli miałabym określić moment, w którym nastąpiła ta przemiana we mnie samej, to chyba właśnie była to połowa roku.

Cel: rozwój programu mentoringowego, kursu online oraz pozycji biznesowej.

Tylko jak to wdrożyć w życie? J Zaczęłam od intensywnego rozwoju swojego profilu na LinkedIn. Do tej pory, mimo iż wiedziałam, jaki w nim drzemie potencjał, podchodziłam do niego jak pies do jeża. Nie ukrywam, że w zmianie myślenia pomogło mi też spotkanie Pyrcaster2019 i jedno zdanie, które bardzo zapadło mi w pamięć. Nie miało ono zupełnie związku z nagrywaniem podcastów, choć właśnie taka była tematyka Pyrcastera. Ale tak to czasem właśnie jest, że człowiekowi zaklika w najmniej spodziewanym momencie. Mi zaklikało podczas prezentacji Wojtka Strózika:

Jeśli ja nie powiem innym o sobie, oni się o mnie nie dowiedzą.

Niby banał, ale jednocześnie sama prawda. Skąd ludzie mieli wiedzieć, że istnieję, skoro im o tym nie mówiłam. Siedzenie w kącie i czekanie, aż ktoś mnie w nim znajdzie i pokaże światu… mało realne.

Po raz kolejny więc przeanalizowałam moją strategię i… zaczęłam wyłazić ludziom z lodówki (było to o tyle łatwiejsze w przekonaniu samej siebie, że tak trzeba, że zaczęły się wakacje i wszyscy te lodówki pozamykali na cztery spusty, wyjeżdżając na urlopy – miałam czas wypracować nawyk w większym komforcie 😉 ). Instastories, Instagram, live’y cykliczne, rozwój LinkedIna, live’y gościnne, regularny newsletter, praca nad kursem online i programem rozwojowym dla freelancerów, konsultacje i mentoring – to tylko część moich działań, budujących markę.

Miałam cel i nie zawahałam się go użyć. 😉

Lipiec 2019 – sama nie wiem, czy to źle czy dobrze

Zaczęły się wakacje i ja do tej pory nie mogę się zdecydować, czy to dobrze, że one są czy nie. W wakacje bowiem nie ma zajęć dodatkowych, co niesamowicie oszczędza mi czas. Nie ma też jednak jednocześnie szkoły, co dokłada pracy, bo jednak dzieciaki są w domu i nie ma już pracy w ciszy i komforcie. W ostatecznym rozrachunku – jak ze wszystkim – ta sytuacja ma swoje złe i dobre strony, a człowiek musi się po prostu do niej dopasować.

W lipcu w myśl zasady:

Każdy Batman ma swojego Robina

postanowiłam pójść o krok dalej w rozwoju Pretty Well Done. Do tej pory zatrudniałam dziewczyny w zespole do wsparcia na rzecz działań dla moich klientów. Poczułam jednak, że przyszedł moment na oddelegowanie części własnych zadań, które do tej pory w całości realizowałam samodzielnie. Nie była to prosta decyzja i doskonale wiem dzięki temu, z czym zmagają się moi klienci. Tysiące obaw, jakie mamy opisałam potem w książce „Don’t stop me now”, nad którą nadal intensywnie pracowałam.

Pierwszym krokiem było oddelegowanie planowania postów na Facebooku oraz drobne prace przy mojej marce. Krok po kroku uczyłam się, jak to zrobić lepiej.

Pracując jednocześnie dla klientów, rozplanowywałam kolejne działania i wypuszczałam w świat program mentoringowy. Dużo? Mało? Bez zespołu bym tego nie ogarnęła zapewne. Albo musiałabym porzucić podstawowe czynności życiowe jak jedzenie i spanie. 😉

Sierpień 2019 – wychodzę z cienia, wychodzę z lodówki

Wakacje to jak wiadomo sezon ogórkowy. Ale nie w naszej branży. 😉 Serio, możliwość pracy z klientami „z różnych bajek” sprawia, że nie ma czegoś takiego jak przestoje. Są tylko mniej lub bardziej intensywne okresy. Sierpień jest zazwyczaj – choć nie jest to reguła – spokojniejszy. Dla mnie to taki moment w roku, kiedy stopuję, sprawdzam procesy, które działają i planuję drugą połowę roku.

To też moment na zaplanowanie intensywniejszej promocji własnej marki. Zaczęłam w zasadzie już w lipcu od wpisu w artykule gościnnym w Laboratorium Zmieniacza oraz od wywiadu do podcastu Wojtka Strózika Rozwój osobisty dla każdego. Odcinek ze mną w roli głównej pojawił się w sierpniu – możesz go posłuchać >> tutaj >>

W sierpniu też spontanicznie odpisałam na maila newsletterowego Jacka Kłosińskiego i… moją drobną poradę znajdziesz w książce Jacka Metoda tęczówki. To czego się nauczyłam w tym miesiącu, można zawrzeć w jednym zdaniu:

Jeśli nie spróbujesz, nigdy się nie dowiesz, czy masz szansę.

W myśl tej zasady trochę z duszą na ramieniu napisałam do kilku osób „z wyższej półki” z prośbą o recenzję mojej drugiej książki. I wiesz co? Zgodzili się wszyscy! Bez wyjątku. Kaśka Żbikowska, Agnieszka Gaczkowska, Marek Jankowski oraz Jacek Kłosiński – ich recenzje DSMN znajdziesz >> tutaj.

Bój się, ale działaj. To zawsze daje rezultaty. Czasem nieoczekiwane, ale warto sięgać po więcej.

Wrzesień 2019 – zaczyna się jazda bez trzymanki

Pracujesz jako freelancer? To zapewne wiesz, że we wrześniu zaczynają się nasze przedsiębiorcze żniwa. Wszystkie konferencje, inicjatywy, które dojrzewały przez okres wakacji, teraz wychodzą z ukrycia. To właśnie dlatego tak trudno się zdecydować, w czym wziąć udział, a często nawet masz do wyboru kilka fajnych inicjatyw jednocześnie.

Dla mnie rok 2019 zdecydowanie jest rokiem podcastów, dlatego nie mogłam nie pojawić się na Międzynarodowym Dniu Podcastów, zwłaszcza że a) był organizowany przez ekipę Pyrcastera, b) odbywał się w Poznaniu, c) program był naprawdę świetny!

Tuż przed MDP wystąpiłam jeszcze gościnnie w podcaście Jak zrobić podcast jednego z organizatorów, Krystiana Zycha. Porozmawialiśmy o wirtualnej asyście, delegowaniu zadań i obu moich książkach. To było bardzo pouczające doświadczenie.

To właśnie wtedy podjęłam decyzję, że sama chcę również nagrywać w swoim podcaście wywiady. Na pierwszy ogień poszedł „mój produkt”, czyli podcast z Agnieszką Papaj-Żołyńską, która dzięki mojemu mentoringowemu wsparciu zaczęła na dobre zmieniać swoje biznesowe życie. Na grupie Blaski i Cienie Wirtualnej Asysty zaczęły się pojawiać live’y gościnne ze specjalistami z różnych branż. Polecam Ci je bardzo serdecznie!

No i at last but not least, Pretty Well Done pojawiło się bardziej regularnie i intensywniej na YouTube, a ja podjęłam decyzję o tym, że chcę prowadzić live’y również dla przedsiębiorców. Misja szerzenia wiedzy o Wirtualnych Asystentkach zaczęła zataczać coraz szersze kręgi. 🙂

Październik 2019 – miesiąc, który zaczęłam od poważnego błędu biznesowego

Są takie decyzje w życiu każdego z nas, które nie zawsze i nie do końca są przemyślane. No i tak też było z moim październikiem, który zaczęłam od… urlopu. W ogóle jesień, podczas której jest najwięcej eventów, konferencji i ciekawych wydarzeń, nie jest dobrym okresem wyjazdowym (oczywiście przy założeniu, że chcesz w tych wydarzeniach wziąć udział). Ale jeszcze mniej rozsądne są wyjazdy na początku miesiąca – przynajmniej w moim przypadku. Końcówka miesiąca to moment pisania planów marketingowych i harmonogramów na kolejne tygodnie, początek natomiast to czas planowania postów, przygotowywania grafik, tworzenia treści. No i ja właśnie w tym czasie wymyśliłam sobie urlop. Może nie do końca tak, bo jednak bilety na samolot zaklepane były już w styczniu, ale jednak nic mi w tym styczniu nie zaświtało, że wyjazd na początku miesiąca nie jest najrozsądniejszą opcją. I tak oto normalnie bardzo zajęty czas musiałam wcisnąć nie w dwa, a w jeden tydzień. Na urlop pojechałam więc urobiona jak koń po westernie, co skończyło się tak potwornym bólem kręgosłupa, że walczę z nim do dziś.

Na szczęście te kilka dni pozwoliło mi nabrać dystansu, ustalić priorytety i zaraz po powrocie mogłam skupić się na przygotowywaniu materiałów do kursu, a także korekcie książki „Don’t stop me now”. Jednocześnie bardzo intensywnie pracowałam nad książką jednej z moich klientek, której premiera (książki nie klientki ofkors) miała odbyć się już za niecały miesiąc. Goniące deadline’y, trudne współprace z podwykonawcami i obsuwy spowodowały, że mój własny książkowy projekt musiałam odsunąć o cały miesiąc. Nie byłam z tego powodu szczęśliwa, bo naprawdę planowanie premiery książki tuż przed Świętami to trochę karkołomny projekt (co do zasady nie polecam naprawdę), ale nie było innego wyjścia.

Jednocześnie w październiku też postanowiłam wprowadzić Pretty Well Done na Pinteresta oraz… zmienić layout swojej strony www. Poziom zajętości wzrósł o kolejne kilka punktów, a ja przekonałam się po raz kolejny, jak ważne jest, by do współprac dobierać sprawdzonych i rzetelnych podwykonawców, których nie trzeba pilnować na każdym kroku.

Listopad 2019 – miesiąc, w którym zostałam Prezesem (albo Prezessą, jak to mówi mój mąż)

Chciałam napisać, że listopad był miesiącem, w którym dużo się działo, ale tak patrząc wstecz… który nie był? W każdym razie to właśnie wtedy, pod koniec roku, postanowiłam sfinalizować pomysł, który z prawnikiem konsultowałam już w marcu – zamienić jednoosobową działalność gospodarczą na spółkę. Powodów była (i w zasadzie nadal jest) cała masa, więc decyzja była jedyną słuszną. Pewnego pięknego (wcale piękny nie był, padało i zimno było w pip, ale pasuje mi ten zwrot do narracji) dnia udaliśmy się z mężem do prawnika i… cztery godziny później wyszliśmy od niego związani bardziej niż węzłem małżeńskim i kredytem hipotecznym w jednym. Niesamowite, że wystarczy zaledwie kilkadziesiąt minut, by ze zwykłego Kowalskiego stać się prezesem. Zbyt to proste, uważam.

Listopad to miesiąc, który zapamiętam na zawsze, nie tylko ze względu na zmianę formy prawnej, nawiązanie nowych współprac, czy też decyzję o zwiększeniu zakresu oddelegowanych zadań. To miesiąc, w którym po piętnastu latach musiałam pożegnać moją przyjaciółkę i towarzyszkę niedoli, która godzinami potrafiła leżeć na moim biurku, kiedy pracowałam. Moja ukochana kota w ciągu niecałego tygodnia odeszła za tęczowy most. Decyzja o skróceniu jej cierpienia i eutanazji była najtrudniejszą w moim życiu. Wierzę jednak, że była słuszna.

W tym samym też czasie pracowałam nad ostateczną wersją książki (korekta i skład), nagrywałam kolejne wywiady do podcastu oraz video i podcasty do kursu online. I jakkolwiek bezdusznie to nie zabrzmi, po prostu musiałam się czymś zająć, by nie siedzieć i nie rozpaczać nad utratą ukochanego zwierzaka.

Grudzień 2019 – zwieńczenie ciężkiego roku

Grudzień – miesiąc, który powitałam z prawdziwą ulgą. Prace nad książką dobiegały końca, ustalony został czas premiery, książka trafiła do sklepu, zaczęła dziać się magia.

Na początku miesiąca miałam ogromną przyjemność wystąpić jako gość w Latających Kręgach Ani Bezdzieckiej. Tydzień później – 14.12.2019 r. – odbyła się premiera mojej drugiej książki „Don’t stop me now, czyli zrobiłam biznes i co dalej?”. Niesamowity dzień, niesamowite przeżycia, niesamowici goście… Idealne zwieńczenie ciężkich miesięcy pracy.

Jak się jednak okazało, nie był to koniec niespodzianek w tym roku. Niespodziewanie dla mnie samej udało mi się nawiązać współpracę, dzięki której w rok 2020 wkraczam w nowej roli – trenera. To dla mnie ogromne wyzwanie, zaszczyt i… kolejna okazja do rozwoju. Wierzę, że 2020 rok będzie naprawdę niesamowity. Już nie mogę się doczekać!

Jak kończę ten rok?

Zmęczona, ale szczęśliwa. Tak chyba najlepiej można podsumować ten stan.

Na koncie mam:

  • 92 przeczytane książki
  • 1,5 napisanej książki własnej
  • Ukończone 2 programy rozwojowe
  • Wypuszczony własny Program Mentoringowy
  • Niemal ukończony kurs online
  • Program rozwojowy dla freelancerów na ukończeniu
  • Ukończonych 8 kursów online
  • Współprace z 30 klientami
  • Kilkanaście stałych współprac

To był dobry rok…

PS Wszystkie te działania, które opisałam we wpisie, wykonywałam pracując jednocześnie dla moich klientów. Spędzam przy pracy dziennie do kilkunastu godzin. Nie jest to powód do jakiejś szczególnej dumy, ale chcę Ci przez to pokazać, że efekty, jakie osiągamy, w dużej mierze zależą też od ilości pracy, jaką wkładamy we własny rozwój, biznes, firmę, siebie. Ktoś może zapytać, gdzie w tym wszystkim jest rodzina. Śmiem twierdzić, że ma się całkiem dobrze, bo najważniejsze to mieć w życiu partnera, z którym w działaniu się wzajemnie wspieracie i wiedzieć, kiedy odpuścić.

Jeśli masz jakieś pytania, napisz do mnie: kontakt@prettywelldone.pl lub w wiadomości prywatnej na Facebooku. 🙂

Nieustająco też zapraszam Cię do słuchania mojego podcastu „Co we freelansie piszczy” oraz do dołączenia do grupy „Blaski i cienie Wirtualnej Asysty”, w której co tydzień prowadzę live na tematy interesujące freelancerów i Wirtualne Asystentki.