Wszędzie dookoła słyszysz, że potrzebujesz planu, by działać skutecznie. Przez ostatnie tygodnie czytałaś setki postów o podsumowaniach, statystykach, wnioskach. A potem kolejne miliony o planowaniu i o tym, że bez rozpisanych działań ani rusz. I zamiast czuć się zmotywowana, masz ochotę z krzykiem uciec od tych wszystkich osób? Ten odcinek jest dla Ciebie 🙂 Zapraszam serdecznie.

Wolisz słuchać niż czytać? Wybieraj 🙂

To nasz pierwszy odcinek w 2021 roku! Ależ się cieszę. Zaczęłam nagrywać podcast dwa lata temu i z każdym odcinkiem sprawia mi on coraz więcej frajdy. Tyle tylko, że nie o moją frajdę tu chodzi (choć to też, bo bez niej nie powstanie nic fajnego), ale o to, by Tobie się przyjemnie słuchało, no i przede wszystkim, byś wyciągnęła coś dla siebie.

Dziś odcinek zainspirowany jednym ze stories, które miałam okazję podejrzeć wczoraj na Instagramie, ale też wypowiedzią, którą przeczytałam właśnie 2 lata temu na którymś z blogów, niestety nie pamiętam którym. W sumie nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ nie blog był ważny a jego treść. Zresztą sam fakt, iż tak bardzo utkwił mi w głowie, o czymś świadczy. Ale do rzeczy.

Czy podsumowania robią komuś krzywdę?

Jestem ogromną fanką planowania. Podsumowań zresztą też, o czym mogłaś się przekonać przez ostatnich kilka tygodni, ponieważ głównie takie posty królowały w moich mediach. Opowiadałam o tym, jak podsumowuję rok, jaką mam na to metodę, w czym mi to podsumowanie pomaga, no i w reszcie o szczegółowym planowaniu roku. Ba, poprowadziłam nawet webinar, podczas którego wspólnie z uczestniczkami zmierzyłyśmy się z tematem planowania sukcesu na 2021 rok.

Kiedy jednak wczoraj zajrzałam na Instagram, od razu przypomniała mi się historia z 2019 roku. Tuż po tym, jak podsumowałam swoje ostatnie 12 miesięcy (bogate w wydarzenia jak cholera), dumna z siebie wypuściłam w eter wpis blogowy na ten temat. Chciałam się podzielić ze światem swoimi osiągnięciami, pokazać, że wcale nie jestem taka do bani, że osoby, które dopiero startują z działalnością online, też mogą odnieść sukces.

Kilka dni po tym wpisie, na moją skrzynkę mailową wpadł newsletter – jak to zazwyczaj bywa – a w nim zachęta do zajrzenia do ostatniego wpisu autorki. Pamiętam, że była to kobieta. Oczywiście kliknęłam. I już po pierwszych kilku zdaniach zrobiło mi się bardzo przykro, a potem zaczęłam w ogóle żałować, że czytam tego bloga. Autorka skrytykowała bardzo wszelkiego rodzaju podsumowania, oficjalne chwalenie się nimi i – jak to nazwała – pokazywanie innym, jak bardzo są do bani, bo nie osiągnęli tego, co my. Niby racjonalnie wiedziałam, że to nie jest wpis kierowany personalnie do mnie, ale odebrałam go bardzo osobiście.

Przeczytałam m.in., że czytanie takich podsumowań wpędza w depresję i że ich autorzy powinni się trzy razy zastanowić, zanim opublikują taki wpis w sieci. Po tym ostatnim zdaniu poczułam, że oprócz tego, że mi przykro, zaczyna na dnie mojej duszy kiełkować małe ziarenko buntu.

Dlaczego mam przepraszać za to, że coś zrobiłam?

Dlaczego ma mi być przykro, że inni nie osiągnęli swoich celów? Nie jestem temu winna.

Dlaczego nie mogę na moim własnym blogu napisać podsumowania, skoro tak bardzo lubię to robić?

Ostatnią myślą, jaka przyszła mi do głowy, zanim zamknęłam stronę tamtego bloga i wypisałam się z newslettera (tak, zrobiłam to), była refleksja, że przecież jak kogoś dołują działania innych, może w bardzo prosty sposób przestać go obserwować i wpędzać się w zły nastrój.

Po co w ogóle wszystkie te podsumowania?

Jesteśmy dorosłymi ludźmi i bierzemy odpowiedzialność za swoje działania. Kiedy piszę podsumowanie tego, co wydarzyło się w moim biznesowym roku, nie robię tego ze złośliwą satysfakcją po to, by Anna zzieleniała z zazdrości, Kasia rwała włosy z głowy, a Marta nazwała mnie złośliwą małpą.

Szczerze mówiąc, nie myślę w tym momencie o nich zupełnie. Piszę podsumowanie dla siebie, ponieważ ja go potrzebuję. Skoro piszesz dla siebie, to po co publikujesz je w sieci? – możesz zapytać.

Po pierwsze dlatego, że jednak wiele osób lubi czytać takie podsumowania, są one dla nich motywujące.

Po drugie dlatego, by zainspirować innych i pokazać, że nawet zaczynając od zera i nie mając bladego pojęcia o biznesie online (jak ja), można założyć i prowadzić całkiem fajnie prosperującą firmę.

Po trzecie, by zebrać wszystko to, co wydarzyło się przez ostatni rok w mojej firmie i poukładać sobie w głowie.

Podsumowania są ważną częścią prowadzenia firmy. Dzięki nim widzisz progres, korygujesz i wyznaczasz sobie nowy kierunek, upewniasz się, że idziesz dobrą drogą.

Czy potrzebujesz planu, by działać?

Wracając zatem do stories i wpisu blogowego, z których czerpałam inspirację do tego odcinka. Czy potrzebujesz takiego planu? Co w sytuacji, gdy dziesiątki wpisów o planowaniu sprawiają jedynie, że masz ochotę zawinąć się w kocyk jak naleśnik i nie wyściubiać głowy spod pościeli?

To jest ok. Serio. Nie, nie przeczę sama sobie. To, że ja uwielbiam planowanie i jestem człowiekiem-checilistą, nie oznacza wcale, że inni mają tak samo. I głupia bym była, gdybym nie zdawała sobie z tego sprawy. Czy namawiam na planowanie? Namawiam, by spróbować znaleźć swoją metodę. Wiele osób przekonało się, że myślenie strategiczne o swojej firmie, myślenie „do przodu” ma sens 😉 Że trzeba mieć wizję, by zajść daleko.

Z drugiej strony są osoby, które kierują się ponadprzeciętną biznesową intuicją i działają jak wirtuozi biznesu bez planu. Przynajmniej przez jakiś czas 😉

To, co jest naprawdę ważne, kiedy prowadzisz firmę, to by robić to w zgodzie ze sobą. Nie zmuszać się do rzeczy, które sprawiają, że masz ochotę rzucić wszystko i wyjechać na Malediwy. Prowadzenie firmy, która nie przynosi Ci satysfakcji, nie ma sensu. Życie jest zbyt krótkie, by się męczyć z takim biznesem.

Co zrobić, gdy rok nie spełnia Twoich oczekiwań?

Zweryfikuj swoje założenia. Może jednak przetestowanie planowania i podsumowań nie będzie takie złe? Nie wiesz, jak działać? Sięgnij po wsparcie bardziej doświadczonych osób, które już przeszły tę drogę.

Możesz zacząć pracę z mentorem, tak jak zrobiły to uczestniczki mojego programu, które dziś rozkręcają baaaardzo fajnie działające firmy.

Możesz dołączyć do programu mastermindowego i przegadywać swoje pomysły z innymi przedsiębiorcami — to naprawdę genialna opcja. Wiem, co mówię. W ostatnim tygodniu zakończył się właśnie trzymiesięczny pierwszy pilotażowy biznesowy mastermind, który prowadziłam od października i końcowy wniosek jego uczestniczek był następujący: Nareszcie poczułam, że nie jestem sama!

To poczucie, że masz drugą osobę, z którą możesz przegadać swoje pomysły, jest naprawdę bezcenne. Zostawiam Ci tę myśl do rozważenia 🙂

 


Dziękuję Ci, że poświęciłaś swój czas na przeczytanie i/lub przesłuchanie tego tekstu. Jeśli interesuje Cię praca Wirtualnej Asystentki, praca na freelansie, skuteczny home office i skalowanie biznesu – pozostańmy w kontakcie:

Strona KarolinaBrzuchalska.pl

Polub mój fanpage na FB

Obserwuj mój profil na Instagramie

I na LinkedIn też 🙂

Bardzo polecam Ci też moje podcasty: Co we freelansie piszczy, Jak dobrze zacząć oraz Freelance bez cenzury.

Zawsze też możesz do mnie napisać, jeśli masz jakieś pytanie >> KLIKAJĄC TUTAJ

Karolina