3 RZECZY, O KTÓRYCH PRZEDSIĘBIORCY MÓWIĄ RZADKO I NIECHĘTNIE

Codziennie w sieci pojawiają się dziesiątki artykułów na temat przedsiębiorczości, prowadzenia działalności, przejścia z etatu na własną działalność, czy zakładania firmy. Na samym tym blogu znajdziesz ich co najmniej kilka. W większości z nich przeczytasz wskazówki, mniej lub bardziej prawdziwe historie, porady, co zrobić, by… Są jednak trzy rzeczy, o których przedsiębiorcy mówią rzadko i niechętnie. Trochę tematy tabu, choć jak się dobrze przyjrzysz i umiesz czytać między wierszami, znajdziesz w nich naprawdę wiele prawdy. Co to takiego?

Nie jest łatwo przyznawać się do porażek. Zwłaszcza w sieci. Zwłaszcza, gdy wciąż idzie Ci świetnie, albo takie sprawiasz wrażenie. Im więcej masz i osiągasz, tym trudniej jest powiedzieć: Nie dałam rady. Pojawia się wstyd, niechęć do przyznania, że coś nie wyszło. Że zawiedliśmy. Dlatego właśnie dookoła będziesz czytać o tym, że freelance to świetne rozwiązanie, chociaż no może czasem jest ciężko. Przeczytasz, że większość uwielbia tę elastyczność, poczucie wolności, ale nikt nie powie Ci, że elastyczność to czasem ciśnięcie projektu do końca, do trzeciej nad ranem, kiedy już masz odruch wymiotny ze zmęczenia. Ale trzeba dopiąć wszystko na ostatni guzik. W końcu by coś osiągnąć, trzeba dokręcić śrubkę, prawda?

I właśnie dlatego przedsiębiorcy tak niechętnie mówią o rzeczach, które opiszę Ci w kolejnych akapitach.

Czasem jest po prostu cholernie ciężko

Zmęczenie i brak zrozumienia w pracy freelancera

I to nie tylko na początku prowadzenia działalności. Powiedziałabym nawet, że te początki – owszem trudne – ale jednak napawają nadzieją. Późniejsze trudności mają zdecydowanie bardziej gorzki smak. Na początku nie spodziewasz się najczęściej wiele. Sprawdzasz, jak to jest na tym freelansie. Masz nadzieję, że dasz radę. Że znajdziesz klientów.

A potem ich znajdujesz. American dream się spełnia, płyniesz na fali. I nagle ta fala wciąga Cię na głębiny. Musisz pracować jeszcze ciężej, by znaleźć swoje miejsce, by dotrzeć do wymarzonego brzegu.

Patrzysz na taką osobę, która według Ciebie odnosi sukces za sukcesem i czujesz ukłucie zazdrości. A ona patrzy na Ciebie i… czuje to samo. Bo czasem naprawdę jest po prostu cholernie ciężko. Masz za mało pracy lub jej nadmiar. Rodzina przestaje rozumieć, dlaczego wciąż siedzisz przy kompie. Nie kibicuje już tak zawzięcie jak na początku. Coraz częściej raczej ma pretensje.

Jesteś zmęczona, sfrustrowana, ale przecież nie powiesz tego głośno. Jesteś freelancerem, oni nie wymiękają!

Czasem jedyne uczucia, które Ci towarzyszą to bezsilność i rozczarowanie

Bezsilność i rozczarowanie w pracy freelancera

Tego nie powie Ci żaden freelancer. Mało który przyzna się, że długie godziny, tygodnie, miesiące pracy nad projektem spełzły na niczym. Że nie zarobił ani złotówki. Rzadko kiedy usłyszysz, że często nie ma czego do gara włożyć i ledwo na ZUS starcza.

Czujesz się rozczarowana. Nie tak przecież miało być. Inni jakoś pracują i dają radę. Zaczynasz zastanawiać się, co jest z Tobą do cholery nie tak? Nic. Kompletnie nic. Tak czasem zwyczajnie bywa. Nie zliczę, ile razy zawieszałam swoją działalność. Co najmniej kilka, można to sprawdzić. Zabrakło mi jednak odwagi, by zamknąć ją z hukiem. Czułam bezsilność, czułam rozczarowanie, czułam, że zawiodłam. To paskudne uczucia i wolałabym pogrzebać je głęboko. Jednak nie każdemu freelancerowi się udaje. I nie zawsze jest to jego wina. Czasem to po prostu nieszczęśliwy splot okoliczności.

W sieci przeczytasz o spektakularnych sukcesach. O podniesieniu się po porażce i zaczęciu wszystkiego na nowo. Mało kto pisze, że czasem nie ma czego już zaczynać…

Czasem masz ochotę po prostu wrócić na etat

I nie przejmować się niczym. Przychodzić do pracy, robić swoje, wychodzić i mieć wolną głowę. Nie kombinować, nie kminić w kółko i bez przerwy, nie zastanawiać się, co jeszcze możesz zrobić bardziej, mocniej intensywniej.

Po prostu zamykasz drzwi…

Że szef to świnia? Możesz mieć innego.

Współpracownicy robią Ci pod górkę? Możesz ich olać.

Albo zmienić pracę.

Czasem to znacznie łatwiejsze, niż przyznanie, że nie wyszło Ci bycie przedsiębiorcą.

Co z tego, że wieczorami czasem płaczesz w poduszkę.

Co z tego, że działania konkurencji doprowadzają Cię do rozpaczy.

Czytasz: Musimy się wspierać, działać razem. A potem widzisz, jak ktoś kradnie Twoje teksty i pomysły na biznes. Zaciskasz zęby i… działasz dalej.

Bo tak naprawdę jesteś w głębi duszy silną dziewczyną, tylko czasem masz chwile słabości… To nic. To uczucie przechodzi. Znów masz siłę się uśmiechać. Mimo przeciwności losu. Bo tak naprawdę freelance jest fajny. Jeśli lubisz bycie przedsiębiorcą :).

Ale wiesz… nie musisz go lubić! To wcale nie musi być Twoja bajka. Może być. Ale absolutnie nie musi.