NIE ZNIECHĘCAJ LUDZI DO SIEBIE

TRZY RODZAJE ZACHOWAŃ, KTÓRYCH WARTO UNIKAĆ

Masz swoją stronę w sieci, fanpage, grupę. Codziennie walczysz o lajki jak rycerze polscy w Bitwie pod Grunwaldem. Dwoisz się i troisz, by Twoje zasięgi rosły. Nie śpisz po nocach, wymyślając strategie działania. Aż nagle okazuje się, że to wszystko na nic. I to z Twojej winy. Co zrobiłaś nie tak? Dlaczego społeczność nagle zaczęła krzywo na Ciebie patrzeć? Sprawdź, jakie trzy rodzaje zachowań nie tylko nie przyciągną do Ciebie fanów, ale wręcz sprawią, że odwrócą się oni od Ciebie.

Przeglądałam ostatnio Facebooka w poszukiwaniu informacji na temat nowych osób, działających na rynku wirtualnej asysty. Raz na jakiś czas robię taki research między innymi po to, by wyłowić perełki, które mogłabym zaprosić do mojego zespołu. Jakież było moje zdziwienie, gdy po wrzuceniu w wyszukiwarkę hasła „wirtualna asystentka” pojawiły mi się dziesiątki niemal niczym nie różniących się (przynajmniej z nazwy) profili. Jeszcze szerzej otworzyłam oczy i ze zdumieniem odchyliłam się na oparciu krzesła w zadumie, gdy zauważyłam, że spora grupa tych fanpage’y to… kopie znanych mi i działających aktywnie i z sukcesem doświadczonych WA. I w sumie z jednej strony nie widzę w tym nic dziwnego, że początkujące osoby inspirują się tymi, które odnoszą sukcesy… A z drugiej czuję, że brakuje głosu w sprawie etyki, netykiety i lojalności w zawodzie. Więc oto jest 😉 Ciekawa jestem, czy podzielisz moje wnioski.

Zapomnij o anonimowości w sieci

anonimowość w sieci

Jesteś pewnie obecna w sieci nie od dziś i doskonale wiesz, jakie reguły panują w wirtualnym świecie. I nie chodzi tylko o netykietę, czyli ogólne zasady współkorzystania z wirtualnej przestrzeni w ogóle. Mam na myśli również zasady, które dotyczą przedsiębiorców. O ile jako osoba prywatna możesz zachowywać się w sposób mniej lub bardziej kontrowersyjny i w zasadzie mieć w nosie, co inni myślą o tym, co publikujesz (chyba, że wyłapie to np. head hunter), o tyle jako przedsiębiorca, poszukujący swoich klientów aktywnie w sieci nie możesz sobie pozwolić na pewne zachowania. I niestety argumentowanie, że robisz to na profilu prywatnym, nic nie da. Internet nie zapomina.

Jakie zachowania są zatem niekoniecznie dobrze widziane?

niepożądane zachowania w sieci

Jako osoba dopiero wchodząca na rynek lub stąpająca po nim nieśmiało jak po kruchym lodzie, obserwujesz innych. Szukasz inspiracji. Podglądasz te osoby, które odniosły sukces. Zwłaszcza te z mocną marką osobistą i zarabiające konkretne pieniądze. Sama tak robiłam. Nic tak nie przyciąga jak success story. Człowiek od razu czuje się podniesiony na duchu. Zaczyna wierzyć, że to, o czym do tej pory tylko nieśmiało marzył ma sens. I świat także przed nim rozpościera swoje podwoje.

Podglądając innych, uważaj jednak, by nie wpaść w pułapkę kopiowania wszystkiego, co widzisz! Oczywiście, nie ma nic złego w czerpaniu inspiracji. Wręcz przeciwnie. Zainspirowana wywiadem z jedną z aktywnie działających WA, sama postanowiłam spróbować zmierzyć się z tym zawodem. Czytałam, szukałam, wertowałam sieć, obserwowałam.

Zastanów się jednak, gdzie leży granica między inspiracją a kopiowaniem? Robiąc wspomniany wcześniej research natrafiłam na profil początkującej WA o nazwie łudząco podobnej do nazwy firmy znanej przedsiębiorczyni. I to już wydało mi się słabe. Kiedy weszłam na jej profil, zauważyłam, że nie tylko nazwa jest „zainspirowana”… I oczywiście być może nie każdy przedsiębiorca będzie miał chęć i czas na taką analizę, ale… kopia nigdy nie będzie dość dobra jak oryginał.

Netykieta to nie zupa z Azji!

netykieta to nie zupa z Azji

O etyce zawodowej i pożądanych cechach wirtualnej asystentki pisałam już jakiś czas temu. W ostatnią niedzielę osoby zapisane na moją listę kontaktów otrzymały nawet newsletter, w którym poruszałam ten temat. I nie napisałam go bez przyczyny. Wręcz przeciwnie, był zainspirowany działaniami, które mam okazję od dłuższego czasu obserwować w sieci. Na różnych grupach i fanpage’ach – nie tylko tych wirtualno-asystenckich.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ społeczność, zwłaszcza ta, która Cię lubi, jest w stanie wybaczyć wiele. Jednak na pewno nie wybaczy Ci nieuczciwości, zachowań nieetycznych wobec innych wirtualnych asystentek i kopania pod kimś dołków. Masz to w nosie? Masz do tego prawo  Zastanów się jednak, czy na pewno Ci się to opłaca.

O jakich zachowaniach piszę?

niepożądane zachowania w sieci

– o obgadywaniu innych,

– pisaniu obraźliwych i nieprawdziwych maili do klientów, pracujących z inną asystentką i oczernianiu tejże asystentki przed klientem (tak, tak, dobrze przeczytałaś!),

– namawianiu klientów na zmianę asystentki, z którą pracują,

– nachalnym promowaniu się w miejscach prowadzonych przez inne osoby,

– nagminnym łamaniu regulaminu grup innych osób i robieniu oczu kota ze Shreka, że oj, oj, przepraszam, nie wiedziałam… (Kurczę, jak wchodzisz do czyjejś grupy, to chyba czytasz zasady w niej obowiązujące, prawda?),

– kopiowaniu tekstów ze stron innych osób,

– powielaniu pomysłów na działanie, posty, książki, ebooki, materiały, wpisy (czyli zwyczajnej kradzieży treści intelektualnych)

– i wielu, wielu innych…

I taki ostatni kamyczek do ogródka życia w zgodzie z netykietą – nachalna sprzedaż

Nachalna sprzedaż

Nie wiem jak Ciebie, ale mnie osobiście nic nie wkurza bardziej niż posty Kup, dołącz, weź udział…

Oczywiście, sama jestem przedsiębiorcą, mam produkty, żyję ze sprzedaży usług i produktów. I czasem sama jestem sobą zmęczona i zaczynam się obawiać otwarcia lodówki. A nóż widelec wyskoczę sama sobie z półki.

Zdaję sobie sprawę z tego, że tak trzeba – jeśli sama nie poinformujesz innych o tym, co robisz, nie znajdą Cię. I jak napisała Kinga Fromlewicz w swojej skądinąd świetnej książce „Zostań Królową PR”: „W momencie kiedy już będziesz miała dość mówienia w kółko o swojej ofercie, ludzie dopiero ją zauważą po raz pierwszy”.

Ale na Thora nie w każdym poście! Nie w każdym komentarzu! Nie w każdej wiadomości! A jeśli tak, to inteligentnie. Nawiązując do innych treści. Wplatając z głową w content, który sam w sobie sprzedażowy nie jest. Uwierz mi, da się!

Strategia Kup, kup, kup była dobra w latach 90-tych.

Nie chcesz być postrzegana jak tani handlarz obwoźny? Zadbaj o swój wizerunek. Zbuduj społeczność opartą o relacje, o wartość, którą dajesz innym. Gwarantuję Ci, że da to o niebo lepsze efekty niż darcie się jak przekupa na rynku Panie, kup Pan gacie!