Kilka lat temu na urodziny dostałam od dzieci prezent. Malutkie serduszko-talizman i limonkową kopertę z napisem „Tylko mama może to otworzyć”. W środku była złożona na pół kartka opatrzona kolejnym podpisem: „Mamy wymarzony dom”. Obrazek przedstawiał namalowany niewprawną ręką dom, z wielkim kominem, drewnianym płotem (zabrakło tylko siedzącego na nim kota Filemona) i dużą ilością zieleni wokół. Marzenie, które – jak wtedy myślałam – nigdy się nie ziści. Jednak życie lubi zaskakiwać… O tym jak bardzo i jak spełniać marzenia i realizować cele krok po kroku opowiem Ci w dzisiejszym odcinku podcastu.

Wolisz słuchać niż czytać? Wybieraj 🙂

Ten odcinek może być z pozoru nieco inny niż wszystkie, ale przekonasz się, że ma wiele wspólnego z biznesem.

Wspomniany w intro rysunek znalazłam, pakując krok po kroku rzeczy z szuflad, komód, szaf do kartonów. W tej chwili całe moje mieszkanie zastawione jest pudłami. Szesnaście lat życia zapakowanych w tekturę i oklejonych taśmą. Po drodze powyłaziły z tych szaf różne trupy, ale znalazły się też rzeczy, które kiedyś schowałam „na pamiątkę”. Między innymi ten właśnie rysunek.

Szesnaście lat temu, kiedy wprowadzałam się do tego mieszkania, byłam przeszczęśliwa i biedna jak mysz kościelna. Pracowałam na etacie, zarabiałam dokładnie siedemset złotych (tyle, co przy dobrych wiatrach wydasz dziś na 3 koszyki w sklepie dla czteroosobowej rodziny) i miałam tonę marzeń w głowie.  Jednym z nich było marzenie o własnej firmie. O niezależności, jaką daje prowadzenie biznesu tak, jak sobie wymarzysz. O ciekawych projektach, podróżowaniu po świecie i układaniu kariery według własnych zasad. Życie pokazało mi, że trochę się do tego nie nadaję. Już na etacie czułam, że „moja rzecz to jest komendy słuchać”, więc wypełniałam najbardziej nawet absurdalne polecenia szefa i kuliłam się pod naporem jego wściekłego spojrzenia, gdy nie miał humoru.

Pamiętam, jak koleżanka konspiracyjnym szeptem informowała mnie tuż po wejściu do biura, w jakim jest nastroju. Jeśli chciałam coś załatwić, musiałam czekać na “te lepsze momenty”. Tak wyglądały początki mojej etatowej działalności, które dość mocno wpłynęły na to, jakim stałam się potem pracownikiem i ile kosztowało mnie odejście z etatu, kiedy już się na to odważyłam.

Nie byłam przebojowa. Nie byłam asertywna. Nie potrafiłam walczyć o swoje. Ot, przeciętna szara mysz o wielkich ambicjach i marzeniach schowanych w kieszeń. Trochę się to zmieniło, kiedy pojawił się na świecie mój pierwszy syn. Sama mogłam zaciskać zęby i liczyć każdy grosz od pierwszego do pierwszego, ale dla niego chciałam zawalczyć o nieco lepszą przyszłość.

ZA PIERWSZYM RAZEM MI NIE WYSZŁO

Owszem, zmieniałam prace. Dostawałam lepsze stanowiska, nieco wyższe pensje, ale jakoś przebojowości i asertywności nie rozdawali w parze. Nadal byłam kolejnym szeregowym pracownikiem z gatunku tych, co zysków firmie nie przynoszą, bo ani klienta nie przyprowadzą, ani nie podpiszą milionowego kontraktu. Kolejna gęba do utrzymania. Niezbędna, bo ktoś musiał odbierać telefony.

Kiedy mój starszy syn miał pięć lat, założyłam własną działalność. To było to marzenie, które latami pielęgnowałam w głowie i które w końcu rozkwitło w sprzyjających okolicznościach. Pakując wczoraj jeden z kartonów, znalazłam między innymi dyplom formatu A3 z wypisaną ogromną kwotą dotacji, którą dostałam na założenie działalności. Żałuję, że nie byłam wystarczająco dobrze przygotowana do jej poprowadzenia.

Mimo wszystko jednak tamten czas pokazał mi, że chcieć to móc. Jakie miałam szanse, by z kilkunastu tysięcy zgłoszeń do programu unijnego wybrano właśnie mnie? Niewielkie. A jednak to właśnie mój wniosek przekonał komisję rekrutacyjną.

Późniejszy prztyczek w nos, gdy po 2 latach prowadzenia działalności musiałam zamknąć jej wrota, był lekcją, którą odrobiłam bardzo dokładnie. Bardzo prawdopodobne zresztą, że znasz już tę historię. Opisywałam ją w książce “Rzuciłam pracę i co dalej”, wspominałam kilka razy w podcaście, opowiadałam o niej na licznych live’ach.

NIGDY NIE PRZESTAWAJ MARZYĆ

To, że musiałam schować na jakiś czas realizację swoich marzeń (a przy okazji i dumę) w kieszeń, pokazało mi, że nic nie jest dane raz na zawsze. Nawet jeśli spełnisz swoje marzenia o prowadzeniu własnej firmy, musisz o nią dbać, pielęgnować i nieustannie się rozwijać.

Jeśli osiądziesz na laurach i pomyślisz sobie: „Mam już wszystko”, może się okazać, że spadniesz z tego całkiem wysokiego konia i potłuczesz sobie tyłek tak jak ja.

Jeśli o czymś marzysz i czego pragniesz bardzo mocno… nie, nie powiem Ci, że Wszechświat spełni Twoje marzenia. Daleko mi do retoryki Coehlo 😉 Powiem Ci za to, że jeśli to marzenie jest wystarczająco silne i nie jest chwilową zachcianką, to bardzo prawdopodobne, że mniej lub bardziej świadomie zrobisz wszystko, by je zrealizować.

Serio. Będziesz myśleć, wizualizować, zastanawiać się, jakby to było, aż w końcu wpadniesz na trop i właściwą ścieżkę do jego realizacji. Potem już jest z górki. Wyznaczasz kolejne kroki i step by step dążysz do spełnienia swojego marzenia.

WŁASNY DOMEK Z OGRÓDKIEM

Zawsze chciałam mieć dom z wielkim ogrodem. Najlepiej nad jeziorem. Ciszę, spokój, szum drzew, śpiew ptaków co rano. Całkiem podobny do tego, które moje dzieci narysowały na urodzinowej laurce. Krążyłam wokół tematu jak pies wokół kości. Oglądałam zdjęcia, przeglądałam oferty i wzdychałam głęboko, zaglądając na nie do końca pełne konto. Aż pewnego dnia mój mąż powiedział: „Potraktuj to jak projekt do realizacji. Co musi się zadziać, żebyśmy spełnili to marzenie? Jakie kroki muszą zostać zrobione? Jakie są kamienie milowe?”

Mój praktyczny umysł chwycił aluzję w lot. Dokładnie tak samo, jak przy projekcie „Jak przejść z etatu na własną działalność” tak i tutaj… zaczęłam od researchu i rozpisania projektu na kawałki. Step by step.

Rozpisany w czasie i na punkty projekt „dom” nabrał realnego kształtu. Po drodze oczywiście zadziała się cała masa dramatów, ale to temat na inny podcast.

CELE TO MARZENIA Z DATĄ REALIZACJI

Jeśli o czymś bardzo marzysz, jeśli czegoś bardzo pragniesz, zastanów się, co musi się stać, byś spełniła te marzenia. Chcesz rzucić etat? Jakie są kolejne kroki, które musisz wykonać?

Chcesz stworzyć nowy produkt? Nową usługę? Rozpisz ją na mniejsze punkty i zacznij realizować krok po kroku. Każdy najmniejszy punkt będzie Cię wtedy przybliżał do celu. Co czeka na końcu? Zależy tylko od Ciebie.

 


Dziękuję Ci, że poświęciłaś swój czas na przeczytanie i/lub przesłuchanie tego tekstu. Jeśli interesuje Cię praca Wirtualnej Asystentki, praca na freelansie, skuteczny home office i skalowanie biznesu – pozostańmy w kontakcie:

Strona KarolinaBrzuchalska.pl

Polub mój fanpage na FB

Obserwuj mój profil na Instagramie

I na LinkedIn też 

Bardzo polecam Ci też moje podcasty: Co we freelansie piszczy, Jak dobrze zacząć oraz Freelance bez cenzury.

Zawsze też możesz do mnie napisać, jeśli masz jakieś pytanie >> KLIKAJĄC TUTAJ

Karolina