rzuciłam pracę i co dalej?

JAK NAPISAĆ KSIĄŻKĘ I NIE ZWARIOWAĆ

Co ma wspólnego pisanie książki z wirtualną asystą? Ano okazuje się, że całkiem sporo. Pisanie książki dla Wirtualnych Asystentek zawładnęło bowiem połową mojego biznesowego życia w ciągu ostatnich czterech miesięcy. Tego, które nie było odpowiedzialne za prowadzenie projektów dla klientów. Czyli w zasadzie nawet nie połową, chyba że przyjmiemy, że w nocy również śniły mi się etapy pisania, korekty, korekty, redakcji, korekty, ponownej korekty i zlecania do druku. Wtedy rzeczywiście mogę powiedzieć, że była to połowa życia ;). Jak napisać książkę i nie zwariować? Okazuje się, że wcale nie jest to takie proste.

O co w ogóle chodzi z tą książką?

Otóż jak miałam jakieś cztery lata, wymyśliłam sobie, że będę słynną pisarką. Będę mieszkać na wielkim rancho, po którym konie będą biegały swobodnie, wieczorami będę siadywać w ulubionym fotelu otoczona sforą psów (koniecznie dogów niemieckich!) i będę pisać. W tamtych czasach nie myślałam jeszcze o tym, że będę pisać na laptopie. Raczej, że słowa przelewać będę na papier piórem. Na szczęście nie tym gęsim. I nie atramentem z kałamarza. Tak daleko w tych rozważaniach nie zaszłam.

Z biegiem czasu zamieniłam rancho na ascetyczne biurko koniecznie w kolorze białym, a pióro w szalony pęd palców po klawiaturze laptopa. Koniecznie wszystkich dziesięciu jednocześnie ;). Książka miała być szalenie porywającą powieścią dla kobiet, od której nie będzie się można oderwać i którą będzie się czytało z wypiekami na twarzy, od czasu do czasu wybuchając perlistym śmiechem. Zdaje się, że literatura XIX wieku miała znaczny wpływ na moje wyobrażenia. Dobrze, że „Wichrowe Wzgórza” przeczytałam, a raczej przesłuchałam wiele lat później, bo na sto procent osadziłabym powieść na jakimś mrocznym wygwizdowie.

Marzenia stają się rzeczywistością, czyli jak napisać książkę i nie zwariować

jak napisać książkę i nie zwariować

I tak oto dobrnęłam do wieku niemalże chrystusowego, na koncie mając dwie powieści dla kobiet i kilka nowel dla dzieci. Napisanych do szuflady. Nigdy nie odważyłam się ich wydać, mimo iż niektórzy redaktorzy twierdzili, że podbiłabym rynek wydawniczy. Wierzę im na słowo, ale boję się sprawdzić ;). Gdyby jakiś wydawca przez przypadek chciał zaryzykować głowę, chętnie podeślę tekst ;).

Nie zmieniło to jednak faktu, że pisanie weszło mi w krew. Najpierw pamiętniki, potem trzy blogi zamykane jeden po drugim, każdy z coraz większym skandalem na koncie. Aż w końcu doszłam do miejsca, w którym stwierdziłam, że dość! Dość pisania do szuflady. Czas z tym kagankiem oświaty wyjść do ludzi. Traf chciał, że w moim życiu pojawiła się cudowna kobieta, która już w pierwszych tygodniach wspólnej pracy stwierdziła: Wydasz tę książkę!

I tak oto narodziła się koncepcja napisania powieści, która będzie nie tylko beletrystyką, ale również będzie niosła za sobą wartość dla wielu kobiet – przedsiębiorców, freelancerów, wspaniałych dziewczyn, które chcą wziąć życie w swoje ręce, zacząć zarabiać godne pieniądze i robić to, na co przez długie lata nie mogły się odważyć.

Rzuciłam pracę i co dalej?

Napisałam książkę dla Wirtualnych Asystentek, jednak bardzo szybko okazało się, że wiele freelancerek oraz freelancerów również może skorzystać z treści w niej zawartych. Jest to bowiem przewodnik, który krok po kroku przeprowadza czytelnika przez etap „pracuję na etacie / jestem na urlopie wychowawczym” do „zakładam własną działalność i działam z sukcesem”. Skąd pewność, że porady w niej zawarte działają? Przetestowałam je na sobie! Przeszłam tę ścieżkę samodzielnie, potykając się raz po raz, zmieniając kierunek, poszukując mchu na drzewie, by dotrzeć do miejsca, w którym jestem obecnie. Miejsca, w którym mogę Ci bez obaw powiedzieć: Ta metoda działa. Nie bój się realizowania marzeń.

Przyznam się, że sam proces pisania to była jedna z największych przyjemności. Ja uwielbiam ten etap tworzenia, kiedy spod moich palców wychodzą słowa, malujące historie w głowie czytelnika. Historie, które widzisz oczami wyobraźni, smaki, które chcesz poczuć, zapachy, które otaczają Twoją duszę. Tak, zdecydowanie pisanie i tworzenie zabawnej treści (książka oprócz konkretnych biznesowych porad opowiada historię, przy której ja sama płakałam momentami ze śmiechu – i na szczęście nie tylko ja ;), bo najgorsze jak z własnych treści śmieje się tylko autor) było najprzyjemniejszą częścią tego projektu.

Projekt – Never Ending Story

książka pretty well done

A kiedy już postawiłam ostatnią kropkę i z dumą zamknęłam plik, rozpętało się piekło. To był chyba najtrudniejszy moment dla mnie – moment korygowania, poprawiania, redagowania dziesiątki razy. Moment pilnowania podwykonawców, drukarni, recenzentów – ci ostatni spisali się akurat na medal, każdemu życzę tak zdyscyplinowanej ekipy! Długie godziny, tygodnie, siedzenie po nocach, wkurzanie się, że coś nie zostało zrobione na czas. Maile pełne inwektyw i decyzje, że mam to gdzieś, sama sobie zrobię! Tak, tak również było. W porównaniu do sielskiego etapu pisania, etap postprodukcji uznaję za najgorszą torturę ever.

Na szczęście dziś mogę powiedzieć, że 95% pracy za mną. Z niesamowitą ekscytacją wyczekuję pierwszego drukowanego egzemplarza, który trafi w moje ręce już w przyszłym tygodniu. I wiem, że każda osoba, która przeczyta tę książkę znajdzie w niej coś dla siebie. Zarówno przyszli freelancerzy, osoby już działające na rynku wirtualnej asysty, jak i ci, którzy czytają dla przyjemności. Uwierz mi, takiej książki o wirtualnej asyście i pracy freelancera jeszcze na rynku polskim nie było ;). Jesteś ciekaw? Klikaj w zdjęcie poniżej i zapisz się na listę osób zainteresowanych, a jeszcze w tym tygodniu otrzymasz ode mnie prezent: darmowy fragment książki „Rzuciłam pracę i co dalej? Jak zostać najlepszą Wirtualną Asystentką w branży i nie zwariować”.

Jak myślisz, co dla Ciebie byłoby najtrudniejsze w procesie pisania książki?

rzuciłam pracę i co dalej karolina brzuchalska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *