Znasz serial „Teoria wielkiego podrywu”? Jednym z głównych bohaterów jest w nim Sheldon Cooper, fizyk teoretyczny, geniusz kompletnie nieprzystosowany do życia w społeczeństwie. Codziennie zatruwa życie swojemu współlokatorowi. Jest jednym z najtrudniejszych klientów wszelkiego rodzaju restauracji, sklepów i innych przybytków usługowych. Jestem pewna, że gdyby tylko w USA pozwalano na takie zachowania, w sklepach, do których przychodzi, wisiałaby tabliczka: „Takich klientów nie obsługujemy”. Co to ma wspólnego z branżą freelancerską w Polsce? Sprawdź.

Nie ma chyba takiej branży usługowej, która nie miałaby swojego Sheldona. Jeśli oglądasz serial, doskonale wiesz, o czym mówię. O klientach, których czasem chciałoby się posłać na Księżyc, ale bez których de facto nie da się żyć. Żeby nie było — wszystkich moich obecnych klientów uwielbiam. Są barwni, różnorodni, pracują w ciekawych branżach i całkiem nieźle się dogadujemy. Wszelkie podejrzenia, że piszę o nich, są więc wyssane z palca ;). Ale… nie przyszłam na świat wczoraj. W życiu widziałam niejedno i z niejednym klientem (również pracując na etacie) miałam do czynienia. Z doświadczenia więc wiem, że nie każdy klient jest fajny. Sama bywam również upiorna, a raczej bywam upiorem, klientem-widmo. Już wyjaśniam, o co chodzi.

Jeśli wolisz wersję douszną, możesz posłuchać tego wpisu w formie podcastu:

Kategorie klientów

Na potrzeby tego wpisu oraz odcinka podcastu stworzyłam cztery kategorie klientów. A raczej je nazwałam, skatalogowałam i przypisałam im konkretne cechy. Od razu zaznaczam, że podział ten jest żartobliwy. Ma co prawda dużo wspólnego z rzeczywistością, więc jeśli identyfikujesz się z którąś kategorią to… prawdopodobnie masz rację ;).

Gotowa na podbój klienckiego światka? No to zaczynamy.

Pierwszy typ klienta, to KLIENT DO RANY PRZYŁÓŻ

klient przyjaciel

Moja ulubiona kategoria i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że zdecydowana większość osób, z którymi współpracuję obecnie, do tej kategorii właśnie należy. Klient do rany przyłóż to klient, z którym nie tylko dobrze Ci się pracuje, ale też dobrze się rozumiesz prywatnie. Jest chemia. Fajnie się rozmawia. Nadajecie na tych samych falach. Macie te same priorytety i wymagania. To oczywiście jest klient wymagający, ale jest też przedsiębiorcą i rozumie, że czasem w biznesie następuje coś takiego jak siła wyższa.

Jakie jest ryzyko obsługi takiego klienta? Ano takie, że jeśli rozmawia Wam się zbyt dobrze, na plotach i pogaduchach możecie spędzić długie godziny, a robota będzie leżała.

Klient do rany przyłóż jest kompletnym przeciwieństwem drugiej kategorii:

Klient-żołnierz

klient żołnierz

Klient-żołnierz wbrew pozorom też jest całkiem sympatyczną personą. To osoba, której nie interesuje sposób wykonania zadania. Osoba, która nie wtrąca się w proces realizacji. Nie zastanawia, czy Ty zadanie wykonasz, czy też nie. Klient-żołnierz wydaje rozkaz i wie, że zostanie on spełniony. Ordnung muss sein! Jego przekaz jest jasny, klarowny, bez ozdobników i zawahań.

Ryzyko? Brak elastyczności. Zlecone zdanie ma być wykonane i już. Według wizji klienta.

Nie wiem jak Ty, ale ja po każdym telefonie takiego klienta mam ochotę stanąć na baczność i zasalutować.

Klient-eksperymentator

klient eksperymentator

O no to jest dopiero barwna postać. To klient, którego fascynują procesy, droga dojścia do jakiegoś rezultatu. Często zleca Ci zadania i wykonuje je sam. Albo grzebie w nich tak długo, aż… coś zepsuje. Zdarza się, że zabiera się za temat, o którym ma niewielkie pojęcie i próbuje działać. Do skutku. A raczej z mizernym skutkiem. Wtedy biegnie po ratunek do Ciebie.

Ryzyko: będziesz dostawać zlecenia na ostatnią chwilę, kiedy klient już nie będzie miał czasu, by rozwikłać swoją zagadkę. Albo dostaniesz zadanie nie do rozwiązania… też może się zdarzyć. Trzeba będzie wtedy pozamiatać i… zrobić wszytko na nowo.

Ostatnią kategorią klienta jest:

Klient-zebra, zwany też klientem-widmo

typy klientów

Pojawia się i znika. Zarzuci Cię tematami, narobi zamieszania, poprzestawia harmonogramy do góry nogami i… nie zobaczysz go przez kolejne 3 tygodnie. Pracuje zrywami, czasem zleca dużo, a czasem wcale. Potrafi pojawić się po pół roku i pytać, czy zadanie zostało zrealizowane…

Ryzyko pracy z nim? Jak się możesz domyślić, niezrealizowane zadania, niedowiezione projekty, brak możliwości zaplanowania sobie czegokolwiek.

Praca w usługach, jak widzisz, jest wyzwaniem… nie jest nudna, wiele się w niej dzieje. Ciekawa jestem też bardzo, który rodzaj klienta spotykasz na swojej drodze najczęściej?