pracując na swoim pracoholizm

W PUŁAPCE PRACOHOLIZMU – PRACUJĄC NA SWOIM

Jestem przedsiębiorcą – brzmi dumnie, prawda? Pracując na swoim, nie musisz zrywać się co rano i pędzić na złamanie karku do biura, wysłuchiwać narzekań szefa, patrzeć na krzywe miny współpracowników. Pracujesz u siebie, na swoich warunkach. Do pewnego stopnia. Częściowo… Masz za to całą masę innych obowiązków, które chcąc nie chcąc należy wypełniać. Jak w pogoni za pieniędzmi, klientami i zleceniami nie popaść w pracoholizm? Spróbujmy znaleźć na to receptę…

Wolisz słuchać niż czytać? Odcinek znajdziesz tutaj:

Kiedy startujesz z własną działalnością, pomysłem na siebie, to zawsze jest walka. Walka o klienta, o zlecenia, o to, by mieć za co żyć. Rzadko kiedy ma się to szczęście, że zlecenie spada na nas jak z nieba i praktycznie o nic nie musimy się martwić. Nie, najczęściej jest tak, że to do początkującego przedsiębiorcy należy znalezienie płacącego klienta. Chodzimy więc po sieci, krążymy wokół przedsiębiorców jak rekiny, coraz ciaśniej zataczając kręgi i szukamy pierwszej ofiary… tfu, pierwszego klienta. Te poszukiwania wymagają wysiłku, stałej obecności w mediach społecznościowych, odpisywania na dziesiątki zapytań i… bardzo przypominają poszukiwanie pracy na etacie.

Pierwsze zlecenie jest jak pierwsza randka

klient jak randka

I nagle – bach! Pierwsze zlecenie spada nam jak manna z nieba. Na początku trudno jest uwierzyć, że się udało. Dopada nas euforia: Tak! Mam pierwszego klienta. Teraz już pójdzie z górki. Chwilę później pojawia się strach. Obawa przed tym, czy damy sobie radę. Nawet jak pracowałaś wcześniej na etacie dziesięć lat, robiąc dokładnie to samo, i tak będziesz mieć wątpliwości. To naturalne.

Zaczynasz więc współpracę, stajesz na rzęsach, by klient był zadowolony. Robisz znacznie więcej, niż od Ciebie oczekuje, bo… chcesz. Podoba Ci się to. Podoba Ci się bycie niezależną, praca z domu, praca na własnych warunkach. Z kanapy, z łóżka, z kawiarni, z samochodu… Testujesz różne możliwości. W końcu – kto Ci zabroni. Czujesz się jak z pierwszą miłością: wszystkie chwyty dozwolone.

A potem przychodzi niedosyt. Chcesz więcej. Skoro zdobyłaś jednego klienta, czas na dalsze poszukiwania…

Zarzucasz sieci po raz drugi…

pracoholizm

Scenariusz się powtarza. I kolejny raz. I jeszcze jeden. Pracujesz pełną parą, bez wytchnienia – bo możesz. Nikt Ci niczego nie narzuca, to Twój wybór. Jednocześnie zaczynasz rozwijać firmę. Masz stworzoną stronę, założony fanpage, publikujesz na blogu, udzielasz się w grupach tematycznych, jesteś obecna wszędzie. Jesteś przedsiębiorcą. W skali mikro, ale zawsze.

Podoba Ci się to tak bardzo, że nie widzisz pułapek. Nie widzisz tego, że spędzasz w pracy coraz więcej godzin. Biurko staje się Twoim całym światem, a odpalony laptop praktycznie nie jest wyłączany. Szkoda czasu, wrzucasz go czasem w stan uśpienia. Dla zachowania pozorów. Ale nawet jeśli na chwilę odłączysz się od ekranu, masz jeszcze telefon. Zaglądasz do niego co pięć minut, nie rozstajesz się z nim nawet, chodząc do toalety. Dopada Cię FOMO.

Musisz być na bieżąco. Musisz wiedzieć wszystko. Co, kto i gdzie opublikował. Jaką ma strategię działania. Jakie produkty wypuszcza na rynek. Jakie usługi oferuje. Czujesz ciągły niedosyt. Chcesz działać, działać, działać…

„Nie potrzebuję życia osobistego, mam pracę”

I nagle okazuje się, że stan, o który tak walczyłaś – wolność, swoboda,  czas dla dzieci, dla partnera – przestaje się liczyć. Liczy się praca. Bycie tu i teraz. Zlecenia, klienci, przelewy, realizacje… A co z całą resztą?

Nie jest Ci do niczego potrzebna?

Najczęściej zaczynamy zauważać, że coś jest nie w porządku, kiedy jest już za późno. Dzieci mają swój świat, którego nie rozumiesz. Mąż… hmm, był ktoś taki. Przyjaciele? Nigdy nie miałaś ich zbyt wielu, dasz radę bez i tego jednego.

To nie jest scenariusz książki ani kiepskiego serialu powszechnej telewizji.

To życie. Dokładnie tak może wyglądać, jeśli zgubisz równowagę. Praca na swoim jest kusząca, jest pociągająca przede wszystkim dlatego, że nic nie musisz. To, co się dzieje, jak działasz, to są Twoje własne wybory. Zdanie nienarzucone przez nikogo. Możesz się podjąć zlecenia lub nie. Podpisać umowę z tym klientem lub… nie. Masz wybór, którego często nie ma, gdy zatrudnia Cię ktoś inny.

Życie przedsiębiorcy może być naprawdę fascynujące. Trzeba jednak umieć znaleźć w nim balans. I gdy zobaczysz, że nagle zaczynasz się poruszać po równi pochyłej, umieć w porę zatrzymać. Zanim nabierzesz rozpędu w drodze do… pracoholizmu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *