czy mężczyzna może zostać wirtualną asystentką

WIRTUALNA ASYSTA – NIE DLA MĘŻCZYZN?

Zawód wirtualnej asystentki jest w Polsce zawodem stosunkowo młodym. Nic więc dziwnego, że jak grzyby po deszczu pojawiają się coraz to nowe osoby, zainteresowane tego rodzaju pracą online. Wszystko co nowe budzi emocje i szereg pytań. Jak zacząć? Gdzie szukać pracy? Jakie zadania można wykonywać? I w końcu – czy każdy może być wirtualną asystentką? Niestety nie. Na przykład, moim skromnym, zdaniem mężczyzna nigdy taką asystentką nie zostanie.

Zacznijmy od tego, że praca jako wirtualna asystentka wcale nie jest absolutną nowością. Wiele osób zarabia w ten sposób od lat. Wcześniej jednak nikt nie wpadł na pomysł, by to zajęcie doprecyzować i nazwać. Mówiło się o pracy zdalnej, researchu, copywritingu itp. Nikt jednak nie łączył tych wszystkich czynności w jeden zawód. Stąd takie zaskoczenie i boom na nowość, kiedy komuś jednak przyszło do głowy ująć te wszystkie zdalne czynności w ramy.

PRACA DLA LUDZI RENESANSU

co może robić wirtualna asystentka

Kiedy sama zainteresowałam się po raz pierwszy pracą wirtualną, byłam oczarowana. Jakie to proste! Wszystkie te zadania, które od lat wykonywałam stacjonarnie, mogę połączyć  w jedno, pracując pod własnym dachem. Co więcej, wcale nie muszę ograniczać się tylko do zarządzania biurem, prowadzenia jednego konkretnego projektu, czy odpisywania na maile. Mogę działać online na różnych frontach. Pisać, wykonywać sesje zdjęciowe, tworzyć grafiki, czy układać kampanie. Mogę wszystko!

A skoro mogłam, to tak zrobiłam.

FACET W „BABSKIM” ŚWIECIE

No dobrze, już dobrze, proszę się nie oburzać 😉 Prawda jest taka, że 95% osób, ogłaszających się na grupach dla wirtualnych asystentek, to kobiety. Co więcej, co do zasady sam zawód określony został jako praca dla wirtualnej asystentki. Choć ja sama wolę mówić o asyście online. Z dwóch względów.

Po pierwsze nie zawsze wykonujemy prace czysto asystenckie. Bardzo często zakres naszych zadań wykracza znacznie poza samą asystę, a zahacza o zarządzanie, układanie strategii, działania marketingowe czy PR-owe. Ktoś mógłby powiedzieć, że to żadna różnica. A jednak… być specjalistą, a być dyrektorem – no sami przyznacie, że odpowiedzialność jest zdecydowanie różna 😉 Różne też powinno być wynagrodzenie za takie prace. Wspominałam o tym we wpisie o wycenie pracy wirtualnej asystentki (lub managera).

Po drugie – a no właśnie, czy mężczyzna może być wirtualną asystentką? Nikomu niczego nie ujmując, oczywiście że nie! Może natomiast pełnić funkcję wirtualnego asystenta, wirtualnego wsparcia, prawej ręki itp. Kwestia nazewnictwa, ale w tej kwestii niestety jestem konserwą ;). Żadne –lożki czy –grafki  do mnie również nie przemawiają. Jak ktoś nie wie, o co chodzi, niech sobie doda odpowiednią końcówkę do męskiej formy zawodu np. psycholożka, fotografka.

CZY MĘŻCZYZNA MOŻE BYĆ DOBRYM ASYSTENTEM?

mężczyzna wirtualna asystentka

Oczywiście! W ogóle nie rozumiem tego podziału na zawody damskie i męskie (poza formalną kwestią nazewnictwa). Ok, może ciężka fizyczna praca górnika na przodku nie będzie dla kobiety bułką z masłem, ale to nie znaczy, że się nie da!

O tym, jak wykonujmy swoją pracę, jak się w niej odnajdujemy, nie decyduje kwestia nazewnictwa, ale nasze predyspozycje. Znam naprawdę wielu mężczyzn, którzy sprawdziliby się w wirtualnej asyście doskonale. Inna rzecz, że spora część znanych mi osobników płci męskiej nie lubi, kiedy się im wydaje polecenia i tutaj głównie można upatrywać źródła problemu 😉

Jednak zawód WA to nie jest parzenie kawy i słuchanie  z niemym (udawanym czy nie, to już ma mniejsze znaczenie) zachwytem, co mówi szef. Tego sama bym nie zniosła. Nie, to bardzo często relacje partnerskie lub czysto biznesowe, zlecanie czy oddelegowywanie zadań. A także spora swoboda w działaniu, ogromne pole do popisu zarówno dla osób kreatywnych, jak i tych, które wolą podążać za utartymi schematami.

Moim zdaniem każdy jest w stanie się odnaleźć w asyście online. Pod warunkiem, że ma odpowiednie kwalifikacje i predyspozycje do wykonywania tego zawodu. Jak każdego innego zresztą 🙂

Zgodzisz się ze mną?