CZY STAWIASZ SOBIE ZBYT WYSOKIE WYMAGANIA?

ZOBACZ, DOKĄD MOGĄ CIĘ ZAPROWADZIĆ

Kiedy pracowałam na etacie, w różnych firmach, dopadał mnie czasem syndrom „wynudzenia”. Zadania nie były dość wymagające, praca czasem zbyt mało ambitna, a moje aspiracje znacznie większe. Po przejściu na własną działalność sama zaczęłam sobie stawiać wyzwania… i nigdy nie miałam ich dość. Cisnęłam mocniej, więcej, bardziej, czasem do granic. Czułam, że nigdy nie będę tak dobra, jak wysoko postawiona była moja poprzeczka. Czy stawiałam sobie zbyt wysokie wymagania? Czy to działanie ma sens? Przekonaj się.

Jeśli wolisz czytać niż słuchać, streszczenie znajdziesz poniżej 🙂

Pozwól, że opowiem Ci pewną historię…

Jakiś czas temu trafiła do mnie na konsultacje młoda dziewczyna. Zwyczajna osoba, jakich dziesiątki spotykasz codziennie na swojej drodze. Miała normalny zwyczajny dom, stabilną pracę, rodzinę, dzieci. Latem lubiła poleżeć na plaży, wieczorami poczytać książkę, zimą natomiast napić się grzanego wina, czy poleżeć pod kocem przytulona do męża.

Jej życie nie wyróżniało się niczym szczególnym. Zresztą tak było od początku. Szła utartą ścieżką: studia jedne, drugie, podyplomowe, praca, mąż, dzieci… Zawsze była ambitna. Zawsze chciała mieć wszystko zrobione na tip-top. Zawsze czuła też, że może więcej.

Postanowiła o siebie zawalczyć

 

Pewnego dnia powiedziała sobie jednak: dość! Postanowiła zawalczyć o siebie. Nie dawać się więcej tłamsić w pracy. Wszystko w swoim życiu zmienić. Zawsze bowiem chciała lepiej, mocniej, więcej, bardziej…

Założyła własną firmę.

Zaczęła zdobywać klientów. Dużo klientów.

Zarabiała naprawdę godnie.

Ale też nie odmawiała nikomu.

Chciała się wyróżniać, być wszędzie. Prowadziła bloga, założyła grupę na Facebooku, nagrywała video, postanowiła zrobić kurs. Osobom, które podążały za nią, zaproponowała konsultacje. Obserwowała konkurencję i dopasowywała się do działań rynkowych. I robiła więcej. Chciała lepiej, bardziej. Miała wobec siebie zbyt wysokie wymagania. Dociskała, dociskała, dociskała i… obwiniała się za to, że nie jest dość dobra.

Przestań się samobiczować!

 

Czy widzisz, dokąd zmierzam? Odnalazłaś cząstkę siebie w tej opowieści?

Ja tak.

Pozwól jednak, że opowiem Ci w tym miejscu jeszcze jedną historię.

Na studiach miałam wykłady z Historii Niemiec. Wielką kobyłę, praktycznie nie do zdania. Do tego z prawdziwą kosą, postrachem uczelni. Profesor G. Po wąskich korytarzach Wydziału Neofilologii krążyły powtarzane na ucho plotki, że aby zdać egzamin, trzeba nauczyć się książki na pamięć. I to nie jednej. A najlepiej przyswoić wiedzę z całej biblioteki.

To był jakiś miesiąc przed egzaminem końcowym. Jeden z ostatnich wykładów, podczas którego siedzieliśmy jak trusie w auli i skrzętnie notowaliśmy każde, spływające z ust profesor G. słowo. I jakież było moje zdziwienie, gdy w pewnym momencie usłyszałam:

I żebyście nie próbowali nigdy w życiu nauczyć się wszystkiego i zadowolić wszystkich! Tak się zwyczajnie nie da i jest to prosta droga do choroby…

A tą chorobą jest… przerost ambicji.

Jak bardzo jesteś ambitna?

 

Zapewne nie raz i nie dwa (ode mnie też) słyszałaś, że trzeba się zdrowo narobić, by osiągnąć wymarzony efekt. 

Trzeba. Jednak w granicach rozsądku.

Bo kiedy czujesz, że praca staje się Twoją jedyną ambicją i radością, to jest już za późno.

Każdy chce się wybić.

Zaistnieć.

Zarobić.

Czasem jednak warto się zatrzymać, przemyśleć i zrobić to… wolniej. W swoim tempie.

Jestem mistrzynią samobiczowania się.

Zawsze mam do siebie pretensje.

Że czegoś nie zrobiłam.

Że nie dałam rady.

Że inni dają z siebie więcej.

Że ja mogę dać z siebie więcej.

Że mogę dać z siebie więcej niż inni…

W zasadzie mogę tak w nieskończoność. Zawsze można lepiej, bardziej, więcej. A jeśli w młodości 😉 w kółko słyszałaś, że jeśli lepiej nie potrafisz, to będzie musiało tak zostać, dążysz do perfekcji.

Tylko po co?

Jeśli i Ty stajesz w szranki w tej konkurencji, powiem Ci jedno: nie warto!

Dawaj z siebie sto procent. Dawaj nawet dwieście. Najwięcej, ile możesz z siebie dać w danym momencie. I nie porównuj się z innymi. Nie warto.

Pamiętaj: Jesteś najlepszą wersją siebie!

A jeśli masz wątpliwości, wskakuj do grupy 🙂 Postawimy Cię do pionu.