WIRTUALNA ASYSTENTKA – SKĄD POMYSŁ NA TAKI ZAWÓD?

Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że będę pracowała jako wirtualna asystentka… Chyba bym mu nie uwierzyła. Przede wszystkim dlatego, że w naszym kraju zawód ten dopiero zyskuje na popularności. A kiedy ja zaczynałam swoją karierę zawodową, każdy prezes miał asystentkę, oczywiście, ale była to osoba, pracująca na stałe w biurze. Obecnie tendencja ta zmienia się i coraz więcej szefów decyduje się na oddelegowanie zadań asystentce wirtualnej, czyli osobie, która pracuje zdalnie.

Wielokrotnie w swoim życiu zadawałam sobie pytanie, co chcę robić? Czym chciałabym się zajmować w przyszłości? Jaka praca będzie mi sprawiała najwięcej satysfakcji? Niestety, muszę przyznać, że długi czas szłam utartą i — pozornie — jedyną słuszną drogą. Przez niemal dekadę zajmowałam się szeroko pojętą pracą biurową. Zaczęłam praktycznie już na studiach jako asystentka. Potem przechodziłam przez kolejne stopnie wtajemniczenia – asystentka prezesa, asystentka zarządu, project manager. Przez ponad 4 lata łączyłam w sobie funkcje office managera i osoby odpowiedzialnej za marketing. Czy te wszystkie etaty przygotowały mnie do pracy wirtualnej asystentki? Dziś mogę powiedzieć z czystym sumieniem: do pewnego stopnia.

Skąd pomysł na taką, a nie inną ścieżkę zawodową?

wirtualna asystentka

Mogłabym powiedzieć, że nie lubię wczesnego wstawania, bata nad głową i jak ktoś mi mówi, co mam robić. Albo że mam dzieci, którymi trzeba się zająć, a praca freelancera pozwala swobodnie połączyć życie zawodowe z byciem pełnoetatową mamą. Ale nie, te czynniki były tylko impulsem dodatkowym. Główny powód leżał zupełnie gdzie indziej.

W całym swoim życiu zawodowym przechodziłam przez wiele etapów. Pracowałam w biurze, byłam na urlopie macierzyńskim, trochę na wychowawczym, kilka miesięcy na bezrobociu. Przez krótki okres prowadziłam też własną firmę, która stała się zalążkiem mojej obecnej działalności. W pewnym momencie przyszła jednak chwila, kiedy zakotwiczyłam się w biurze na dłużej. Na tyle długo, by po kilku latach zaczęło mi czegoś brakować.

Codziennie te same zadania. Niby wymagające, ale jednak kręcące się wokół jednej branży. A mnie ciągnęło w świat. Chciałam się rozwijać, poznawać nowe dziedziny, nowe branże, zgłębiać tajniki nie tylko marketingu, ale też uczyć się fotografii, pracować jako copywriter, napisać książkę, sprawdzić na żywym organizmie, czy rzeczywiście da się wywierać wpływ na ludzi, jak to obiecywał Cialdini.

Tak oto zaczęłam po raz kolejny szukać swojego miejsca. Ukończyłam szereg kursów, założyłam własną stronę internetową, prowadziłam bloga, zapoznawałam się z social mediami, by w pewnym momencie stwierdzić: Chcę spróbować czegoś nowego!

I wtedy właśnie, kiedy zaczęłam się rozglądać za nowym zajęciem, trafiłam na wywiad z Elą Nieradko. To było to! Project manager i wirtualna asystentka — zawód, który pozwolił mi połączyć wszystkie, opisane wyżej, aspekty w jedno. Zawód, który nie tylko pozwala mi się realizować, ale też wymaga ode mnie ciągłej nauki, poszukiwania rozwiązań, mobilizuje do działania.

Skok na głęboką wodę

freelancer

W tym momencie chciałabym przestrzec wszystkie osoby, którym kiedykolwiek przyszło do głowy, że rzucą wszystko i spróbują nowego – nie róbcie niczego, dopóki nie będziecie tego w 100% pewni! Postarajcie się, nie rzucać etatu pod wpływem impulsu. Nie dajcie się  zwieść myśli, że jakoś to będzie. Nie, jeśli macie jakiekolwiek zobowiązania (żona, mąż, dziecko, kredyt, cokolwiek).

Najpierw sprawdźcie, czy rzeczywiście ta, wyglądająca na wymarzoną, praca rzeczywiście taka jest. Weźcie pod uwagę, że praca zdalna – bo taką jest zawód wirtualnej asystentki – jest bardzo wymagająca. Że na początku często nie będziecie mieli czasu nie tylko dla rodziny, ale też dla siebie. Że będziecie pracować kilkanaście godzin na dobę. Freelancer boryka się z wieloma problemami – jest jednocześnie swoim szefem, księgowym, dyrektorem handlowym, roznosicielem ulotek, piarowcem, marketingowcem oraz (niestety) windykatorem.

Natomiast jeśli nie macie nic do stracenia — dlaczego nie spróbować? 🙂

Zmiana sposobu myślenia

Jeśli od początku swojej kariery pracowaliście jako wolny strzelec, jesteście szczęściarzami. Można powiedzieć, że zjedliście na freelancingu zęby. Jeśli jednak rzucacie pracę w korpo, ciepłą, ale mało rozwojową posadkę w urzędzie, musicie się liczyć z tym, że konieczna będzie zmiana sposobu myślenia.

Teraz to Wy będziecie odpowiedzialni za kreację swojego wizerunku, działania marketingowe, promocję oraz wszystkie inne czynności, z których być może nie zdawaliście sobie nawet sprawy. To już nie będzie praca od 8 do 16, zbieranie zabawek i zapominanie o klientach do następnego poranka. Będziecie musieli zacząć planować, działać strategicznie, rozwijać swoje imperium. Kochacie to, co robicie? Jesteście gotowi na zmiany? 🙂

Świetnie!

Zaglądajcie do mnie – już wkrótce opowiem Wam, jak zostać wirtualnym wsparciem dla małych i tych trochę większych firm.